Pacjent, który na złość przeżył

5 Sty , 2018 Błąd Lekarski,Kapitalizacja renty

Pacjent, który na złość przeżył

Pan Piotr wiele lat pracował jako kierowca ciężarówki. Nic więc dziwnego, że po jakimś czasie zaczął odczuwać silne bóle kręgosłupa. Diagnoza była jednoznaczna: na skutek zmian zwyrodnieniowych dysk uciska nerwy i potrzebna jest operacja a właściwie rutynowy zabieg. Nieszczęście pana Piotra polegało na tym, że pragnął aby zabieg odbył się w „najlepszym szpitalu ortopedycznym w południowej Polsce” i że udało mu się właśnie tam się dostać. Początkowo nic nie wskazywało, że będą jakiekolwiek problemy, lecz w trakcie zabiegu lekarz tak nieostrożnie manipulował skalpelem, że uszkodził pacjentowi tętnicę biodrową ( jedno z większych naczyń krwionośnych) nie dość tego: ani lekarz operujący nie zauważył, że doprowadził do śmiertelnie groźnego zaniedbania, ani też obecny przy operacji anestezjolog nie zareagował na spadek ciśnienia o gwałtownie pogarszające się parametry krwi pacjenta – nagły spadek ciśnienia krwi podczas zabiegu chirurgicznego zawsze jest sygnałem alarmowym nakazującym sprawdzić, czy nie doszło do uszkodzenia któregoś z naczyń krwionośnych – ta podstawowa wiedza najwyraźniej była niedostępna dla zespołu „specjalistów” operujących p. Piotra. Zamiast znaleźć źródło wykrwawiania się pacjenta, lekarze zaszyli ranę pooperacyjną i przekazali chorego do Sali pooperacyjnej, gdzie pan Piotr – zapewne ze złośliwości nie chciał się wybudzić z narkozy. Na Sali tej przeleżał blisko 5 godzin i nikogo nie dziwiło to, że mimo przetaczania ogromnych ilości krwi i innych płynów pacjent jest wciąż nieprzytomny i ma zbyt niskie ciśnienie. Dopiero młody lekarz po przyjściu na nocny dyżur spytał o pacjenta leżącego na Sali pooperacyjnej i usłyszał krótką informację: „facet nie chce się obudzić”. Na szczęście dla pana Piotra młodemu medykowi nie wystarczyło takie tłumaczenie jego doświadczonych kolegów. Nakazał pilne badanie tomograficzne, które wykazało, że w brzuchu pacjenta zebrał się zbiornik ponad 2 litrów krwi która wypływała z uszkodzonej tętnicy. Wtedy zaczęła się walka o życie pacjenta. Pana Piotra natychmiast przewieziono do innego szpitala, gdzie po ciężkiej operacji udało się zeszyć uszkodzoną tętnicę i w ostatniej chwili uratować życie pacjenta narażone przez nieudolność i nonszalancję „specjalistów” z poprzedniego szpitala. Jakież było zdziwienie pana Piotra, kiedy „obudził się” w innym szpitalu, niż ten gdzie miał być leczony i w dodatku po kilku dniach po zabiegu. Przybyły natychmiast ordynator oddziału zakomunikował pacjentowi, że z medycznego punktu widzenia nie miał on szans na przeżycie tak rozległego i tak długo ignorowanego uszkodzenia dużej tętnicy, i najprawdopodobniej „albo nie było dla niego miejsca na górze albo ma coś jeszcze tu na dole do załatwienia”. Niestety, zamiast znacznej poprawy kręgosłup pana Piotra bolał jak dawniej a dodatkowo ból zaczął promieniować do jego nóg, które na dodatek zaczęły drętwieć. Tego już było zbyt wiele. Pan Piotr postanowił walczyć o swoje prawa. Wystosowałem w jego imieniu pismo, w którym poinformowałem administrację szpitala o zaistniałej sytuacji oraz zażądałem dla poszkodowanego stosownej rekompensaty. W odpowiedzi otrzymałem pismo pełnomocnika szpitala, który ostrzegał mnie przed „godzeniem w dobre imię placówki” pod groźbą bliżej nieokreślonych kroków prawnych. Zatem sprawa musiała trafić do sądu. Pan Piotr pozwał zarówno szpital jak i jego ubezpieczyciela, który również nie widział żadnej nieprawidłowości w narażeniu człowieka na śmierć z wykrwawienia na Sali operacyjnej. Sąd powołał biegłego, który wpierw zwrócił uwagę na to, że zabieg u pacjenta przeprowadzono przestarzałą metodą ( nie zalecaną już we współczesnej medycynie) a postępowanie personelu szpitala nazwał niebywały, i niewytłumaczalnym igraniem z życiem pacjenta. Pełnomocnik szpitala usiłował atakować tak samą opinię, jak i osobę biegłego, ale sąd pozostał nieczuły na prymitywne ataki personalne na biegłego i zasądził pacjentowi stosowne zadośćuczynienie za doznaną krzywdę. Pytany o komentarz do zachowania zespołu operacyjnego oraz dalsze losy pacjenta mój znajomy – wybitny anestezjolog ( Panie Doktorze, pozdrawiam!) zamyślił się i powiedział: widzisz, bo kiedy pacjent bardzo chcę żyć, to współczesna medycyna bywa bezradna . w tym miejscu wszystkim swoim potencjalnym klientom życzę, aby niezalenie od okoliczności bardzo chcieli żyć…