Błąd za błędem

18 Cze , 2018 Błąd Lekarski

Błąd za błędem

Pan Tadeusz otrzymał złą wiadomość: „ma pan raka jelita”. Nie poddał się jednak i zaczął wypytywać o możliwości leczenia. Na jego szczęście nie doszło jeszcze do przerzutów, więc jedna operacja powinna skutecznie pozbyć się nowotworu. Operacja miała polegać na wycięciu części jelita zajętego przez raka oraz zszyciu pozostałych części tak, aby odtworzyć ciągłość przewodu pokarmowego.  Pan Tadeusz udał się więc do szpitala, gdzie miała się odbyć operacja. Operacja się odbyła, ale po wybudzeniu się z narkozy pacjent zauważył na swoim brzuchu przyklejony do ciała woreczek. Jak mu wytłumaczono był to tak zwany worek stomijny, do którego miały trafiać odchody, gdyż zamiast połączyć jelita lekarze wyłonili przez skórę odcięte w czasie operacji jelito i zakończyli je workiem. Pan Tadeusz zaczął protestować, że przecież miał mieć odtworzoną ciągłość przewodu pokarmowego, tak aby swoje potrzeby mógł załatwiać w naturalny sposób. Wtedy dowiedział się, że „w tym szpitalu tak się nie robi”. Gdyby pacjent wcześniej został poinformowany, że personel nie potrafi w trakcie jednego zabiegu wykonać kompletnej procedury (usunięcie guza+ zespolenie jelita) to z całą pewnością udałby się do innego szpitala, gdyż w większości dużych szpitali takie operacje nie są niczym niezwykłym.  To jednak nie koniec przykrych niespodzianek: z brzucha pacjenta wystawała rurka zakończona kolejnym workiem. Pan Tadeusz ze zrozumieniem przyjął informację, że po zabiegach chirurgicznych często pozostawia się dreny mające za zadanie ewakuację  płynów mogących się zbierać przez jakiś czas w polu operacyjnym. Lecz w jego przypadku dren utrzymywano przez kilka tygodni a co najważniejsze drenem tym płynął … mocz pacjenta. Wszelkie pytania pacjenta o przyczynę takiego stanu rzeczy personel szpitala zbywał informacjami, że trzeba obserwować i będą dodatkowe badania. Dopiero po miesiącu do pacjenta przyszedł ordynator i zakomunikował: załatwiłem Panu konsultację urologiczną, jutro Pan jedzie. Pacjent pojechał karetką ok. 50 km i na miejscu dowiedział się, że o żadnej konsultacji nikt nic nie wie, zaś lekarz, który miał ją rzekomo wykonać ma urlop. Po powrocie do szpitala pacjent dowiedział się, że za kilka dni zostanie ponownie przewieziony do odległej o 50 km placówki, lecz już nie na konsultację, ale w celu leczenia uszkodzonego (przeciętego) podczas operacji moczowodu.  Po przewiezieniu pacjenta do szpitala urologicznego okazało się, że na operację naprawczą jest zbyt późno i trzeba było usunąć zdrową nerkę, aby wypływający z niej mocz nie zanieczyszczał wnętrza jamy brzusznej pacjenta. Tak więc w dużym, renomowanym szpitalu nie tylko przeprowadzono zabieg starą, bardziej obciążającą pacjenta metodą, ale i uszkodzono inny organ niż tez, który miał być operowany. Nie dość tego: przez ponad miesiąc zatajano przed pacjentem jego prawdziwy stan, aż do czasu, kiedy operacja naprawcza okazała się już niemożliwa do wykonania. Jedynym pocieszeniem jest to, że Pan Tadeusz dziś czuje się w miarę dobrze (ciągłość przewodu pokarmowego została odtworzona, stomia zniknęła), zaś Sąd przyznał mojemu klientowi stosowne zadośćuczynienie, które powinno pomóc mu zapomnieć o koszmarze jaki go spotkał.