Piłkarz z metalem w brzuchu

21 Cze , 2018 Błąd Lekarski

Piłkarz z metalem w brzuchu

Tomek był wesołym, aktywnym chłopcem. Był bardzo wysportowany, miał wspaniały refleks i dlatego ojciec zapisał go do szkółki piłkarskiej, gdzie trenerzy od razu stwierdzili, że jako bramkarz może zajść naprawdę wysoko, tym bardziej, że nie boi się ani piłki, ani też starć z innymi zawodnikami. Tomek zaczął więc trenować 3 razy w tygodniu, zdobywając coraz większe uznanie zarówno trenerów jak i kolegów z drużyny. Niestety, dostał zapalenia wyrostka robaczkowego i musiał poddać się operacji. Naturalną konsekwencja choroby była kilkutygodniowa przerwa w treningach. Po wygojeniu się rany Tomek podjął treningi, ale niestety nie był już to ten sam zawodnik. Jego interwencje nie były już tak pewne a wejścia do piłki tak odważne jak poprzednio. Na pytania trenerów i ojca odpowiadał, że ciągle coś go w brzuchu gniecie, a przy szybszych czy gwałtownych ruchach boli go dół brzucha. mimo upływu miesięcy sytuacja nie poprawiała się a wręcz przeciwnie: dla Tomka kłopotliwe był nawet wytrzymanie w pozycji siedzącej przez całą lekcję. Posypały się uwagi za złe sprawowanie oraz żarty kolegów dotyczące przyczyn, dla których chłopaka może „boleć tyłek”. Tomek zaczął opuszczać treningi (jak się później okazało, być może uratowało mu to życie) i stronić od coraz bardziej okrutnych kolegów, dla których jego dolegliwości były doskonałą okazją do niewybrednych żartów. Rodzice chłopaka próbowali uzyskać pomoc u wielu lekarzy, Tomkowi wykonano nawet tak krępujący zabieg jak kolonoskopie, lecz przyczyna dolegliwości była wciąż nie znana. W końcu, po trzech latach (!) jeden z lekarzy wpadł na pomysł, aby „na wszelki wypadek” zrobić Tomkowi RTG jamy brzusznej. Wtedy zaczęła się dziać magia: Tomek został natychmiastowo skierowany do szpitala, gdzie od razu przeszedł operację. Rodzice chłopca długo nie mogli się dowiedzieć, co tak naprawdę wykryto i dlaczego konieczna była tak szybka operacja. W końcu, po wielu prośbach i groźbach lekarz prowadzący chłopca wydusił z siebie, że u Tomka pomiędzy jelitami (w okolicy odbytu) znajdowało się ciało obce. Kolejnych gróźb (łącznie z zapowiedzią powiadomienia prokuratury, co w końcu podziałało) wymagało, aby lekarz wyksztusił z siebie, że owym ciałem obcym była 15 centymetrowa łyżka chirurgiczna, służąca do ociągania wnętrzności pacjenta na bok, w celu uzyskania dostępu do operowanego miejsca. Rodzice Tomka szybko skojarzyli, że jedyną operacją, jaką ich syn przeszedł było usunięcie wyrostka robaczkowego trzy lata wcześniej. Natychmiast zażądali zdjęcia RTG oraz wydobytej łyżki. Zdjęcie zostało im wydane, natomiast łyżka zdążyła się już „zgubić”.  W imieniu Tomka zgłosiłem szkodę na jego osobie do szpitala, w którym przechodził feralną operację wyrostka robaczkowego. Szpital odpowiedział, że nie dość, że nie widzi żadnego niedbalstwa swojego personelu, to jeszcze nie widzi absolutnie żadnej krzywdy, jakiej chłopiec miałby doznać przez ok. trzyletnie noszenie w brzuchu długiego metalowego narzędzia. Sprawa musiała trafić do sądu. Sąd nie miał wątpliwości, że chłopcu należy się „okrągła suma” tytułem zadośćuczynienia za doznaną krzywdę, tym bardziej, że jako sportowiec chłopak narażony był na uderzenia (piłką, podczas tzw. parad bramkarskich, czy też związanych ze zderzeniami z innymi zawodnikami), które w każdej chwili mogły skutkować tym, że twardy, metalowy przedmiot ulokowany pomiędzy delikatnymi jelitami dziecka po prostu je poprzebija. Jedyne co może dziwić, to postawa szpitala i lekarzy, którzy nie potrafili przyznać się do błędu i chociażby przeprosić pacjenta za trzy lata bólu i upokorzeń. Wszak pieniądze to nie wszystko…  POSZŁO